środa, 13 maja 2015

ROZDZIAŁ 1

  Z wielkim chamstwem i samowolką pozwalam sobie haniebnie zamieścić ten rozdział pod nieobecność obu autorek. :) 
Z podzrowieniami
 - Hoho

   Myślałam, że umarłam. Ale nie, nie ma tak lekko. Chciałoby się. Leżałam trzy dni, karmiona ambrozją, pojona nektarem, powoli zabijana trucizną z zatrutej strzały, która mnie przebiła niemal na wylot. Mogłam zginąć, ale jestem herosem, czyli jeden z moich rodziców był greckim bóstwem. A zatruta strzała była przeznaczona dla piekielnego ogara, którego zauważyłam wtedy, w parku. Ta. A teraz wzlecę na skrzydlatym koniu, w kierunku zielonych obłoków, podziwiając zachód tańczącego sambę słońca. 
   Zazwyczaj narkotyki omijałam szerokim łukiem. Dzisiaj jednak, gdy obudziłam się w pomieszczeniu o beżowych ścianach byłam pewna, że coś brałam.
   Leżałam na wygodnym łóżku i bałam się wstać. Wokół mnie porozkładane były różne części greckich zbroi, które znałam z opisów w mitologii albo z Homera czy infografiki na lekcji historii. Drgnęłam, gdy usłyszałam czyjś głos.
   - Pan D. i Chejron chcą cię widzieć. W Wielkim Domu.
   Zamrugałam kilkukrotnie i zauważyłam złotowłosą dziewczynę o miłych, brązowych oczach. Za ucho miała wetknięty kwiat białego goździka, a na jej idealnie prostych, lśniących włosach zobaczyłam wianek z polnych kwiatów. Uśmiechnęła się widząc, jak uważnie ją obserwuję.
   - Nazywam się Laura Verbov - powiedziała, zaciągając lekko z rosyjskim akcentem. - To jest Goździk, a tu przedstawiam ci Rutę, Stokrotkę, Maka, Trawę Polną, Rumiana i Mlecza - mówiła, dotykając po kolei kwiatów na swoim wianku. Poraziła mnie czułość z jaką to mówiła. Jakby każdy kwiat był jej dzieckiem. Wyciągnęła w moją stronę bukiet pięknych, czerwonych kwiatów.
   - To frezje czerwone. Mówią, że cieszy mnie twoja obecność. Do tego pasują do ciebie - wyjaśniła. Przyjęłam bukiet, skinąwszy lekko głową. Frezje pachniały cudownie - słodko, ale nie aż tak, by mdliło, wyrafinowanie, elegancko i niezbyt intensywnie.
   - Eee... Aha. To znaczy, dzięki - powiedziałam, próbując się uśmiechnąć.
   Laura skinęła głową, założyła słomiany kapelusz i chwyciła kosę opartą o ścianę. Zauważyłam, że do paska spodni miała przypięty sierp. Teraz wyglądała groźnie - jej brązowe oczy wydawały się ciemniejsze w cieniu kapelusza pod którym zniknął wianek z polnych kwiatów. Przypominała mi Demeter z ilustracji w podręczniku.
   Poprowadziła mnie do Wielkiego Domu, przy okazji wszystko mi opowiadając. Właśnie najpierw od Laury dowiedziałam się o piekielnym ogarze, Obozie Herosów, centaurach, satyrach, najadach i... myślałam, że moja głowa eksploduje od nadmiaru informacji.
   - Jestem córką Demeter, mój tata jest Rosjaninem - wyznała Laura. Chciałam zapytać, co mnie to obchodzi, ale się powstrzymałam. Nie lubiłam ludzi. Zawsze zachowywałam się przy nich, jakby stanowili dla mnie zagrożenie i reagowałam na to agresją. Taka już byłam. Dziś jednak nic nie zdążyło mnie porządnie zdenerwować. Obecność córki Demeter wpływała na mnie dziwnie kojąco.
   - No to... cześć. - Uśmiechnęła się, a ja weszłam do Wielkiego Domu. Obróciłam się jeszcze przez ramię.
   - Lauro?
   - Mhm?
   - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
   Dziewczyna wzruszyła ramionami z ignorancją, uśmiechając się przyjaźnie do kilku mleczy, które splatała w wianek.
   - Jest i nasz skarb - usłyszałam czyjś przesycony ironią głos.
   - Hamuj się, Dionizosie, ona jeszcze nic nie zrobiła - upomniał go ktoś inny.
   - Jak się okaże kolejnym bachorem od Trójki, to ja chyba oczadzieję.
   - To nie wina tej dziewczyny, że Cassidy...
   - Chejronie, jeszcze jedna wzmianka o...
   Oboje ucichli, gdy podeszłam bliżej, do rozłamanego na pół stołu, z którego się lekko się dymiło. Za blatem ujrzałam bladego mężczyznę o ciemnych, kręconych włosach. Miał na sobie hawajską koszulę w prążki. Gniew, z jakim na mnie patrzył niemal sprawił, że skuliłam się w sobie. Obok niego stał inny mężczyzna. Mężczyzna? Może nawet nie człowiek. Tajemniczy ktoś od pasa w dół był... kozą. Jak nie koniem. Nagle zdałam sobie sprawę, że jest to centaur.
   - Mówi się dzień dobry - syknął ten w hawajskiej koszuli.
   - Dionizosie. - Centaur spojrzał z naganą na boga wina. - Jak się nazywasz?
   - Hay - bąknęłam. - To znaczy, Hayden Miror.
   - Dobrze. Ja jestem Chejron, centaur.
   - Zauważyłam - syknęłam, odrzucając włosy. Dionizos niemal się spienił.
   - Widzisz? Wcale bym się nie zdziwił...
   Mamrotał coś do siebie pod nosem o dwóch gówniarach z którymi są same problemy, o trzech bogach niestosujących się do zasad i o córce Zeusa, która zniszczyła całkiem dobry stół.
   - Ile masz lat? - w końcu zwrócił się do mnie.
   - Kobiet się o wiek nie pyta - upomniałam wyniośle, patrząc na niego z chłodem. Kimkolwiek była ta córka Zeusa, już ją lubiłam. Sama bym rozwaliła ten stół.
   Dionizos wstał. W jego oczach czaiła się nieokiełznana wściekłość. Miałam ochotę się roześmiać.
   Centaur uspokoił go i podał mi krzesło. Usiadłam. Wtedy zaczął mi opowiadać o... mniej więcej o tym, co opowiadała mi Laura Verbov. O tytanach, bogach, herosach. Powiedziano mi, że jestem pół-krwi, czyli albo jakiś bóg albo bogini jest jednym z moich rodziców. Dionizos wtrącił z jadem, że Zeusa, Pana Niebios, Posejdona, Króla Mórz i Hadesa, Władcę Podziemi nazywa się Wielką Trójką i złożyli oni przysięgę, że nie będą mieć dzieci, bo mogą one być zbyt potężne i niebezpieczne.
   - No i zbyt głupie - wtrącił między zdaniami, patrząc z niesmakiem na rozpołowiony stół.
   - To brednie - parsknęłam. - Idiotyzm i kretyństwo. Głupie gadanie głupiego kolesia.
   W tym momencie powietrze wypełniło się zapachem winogron. Z paniką uświadomiłam sobie, że moją talię zaczynają oplatać pnącza winorośli. Zacisnęłam zęby z bólu. Pnącza ściskały jak średniowieczny gorset. Dionizos, bóg wina, zanosił się szyderczym śmiechem.
   - No co, już nie jesteś taka mądra? - wycedził. Jęknęłam cicho, unosząc głowę.
   - Przepraszam! Już wierzę! - skłamałam, byleby tylko winorośl się cofnęła.
   No i zaczął tyradę o wrednych bachorach z tego Obozu, na którym wszyscy mojego pokroju uczą się, jak przeżyć w pełnym niebezpieczeństw świecie i bla, bla, bla.
   Westchnęłam i zwinęłam Dionizosowi sprzed nosa puszkę coli.
   - Ejże! - wykrzyknął. Z krzywym uśmiechem otworzyłam puszkę i pociągnęłam łyk. Fuj. Dietetyczna.
   - Hayden, kto cię wychowuje? Matka czy ojciec?
   - Babcia. Nie znam rodziców - odparłam beztrosko, sącząc colę.
   - Boisz się pająków? Lubisz pływać? Masz rękę do roślin? - centaur zasypywał mnie pytaniami. Zaprzeczyłam wszystkiemu.
   - Wykluczamy Atenę, Posejdona i Demeter - westchnął koniowaty.
   - Mnie i Afrodytę też - dodał Dionizos. - Za piękna nie jest, a ja wyrzekam się takiej kretynki.
   Zagotowało się we mnie. Wstałam i ze złością cisnęłam krzesłem w ścianę za Dionizosem. Nie wiedziałam, skąd u mnie tyle siły.
   - Kto tu jest kretynem?! - wykrzyknęłam. - Zastanówmy się. Hmm... Pan! - Wycelowałam w mężczyznę oskarżycielsko palcem, mrużąc oczy.
   - Wynocha mi stąd! - on również krzyczał. - Do widzenia! Domek jedenaście, won!
   Obrzuciłam go niechętnym spojrzeniem i wyszłam. Laury Verbov już nie spotkałam. Nie no, może była gdzieś w tłumie osób, który mnie otoczył. Przede mną stanęła niewysoka szatynka o dużych, niebieskich oczach, które przypominały mi ocean. Jej długie włosy falowały się lekko i gładko spływały po łopatkach. Była ubrana w intensywnie pomarańczową koszulkę z czarnym napisem ''Obóz Herosów''.
   - Hej, jestem Victorie Lawrence - powiedziała, uśmiechając się lekko. Myślałam, że ją uderzę. Lepiej do mnie nie podchodzić, gdy jestem wściekła. Pan D. vel Dionizos skutecznie popsuł mi humor.
   - Mam to gdzieś - syknęłam, mijając ją. Zastąpiła mi drogę.
   - Nazywam się Victorie Lawrence, jestem córką Posejdona - powtórzyła, jakbym nie dosłyszała. Westchnęłam, wywracając oczami.
   - Nic mnie to nie obchodzi, dotarło?
   Uświadomiłam sobie, że nadal ściskam w jednej dłoni bukiet frezji. Cisnęłam je ze złością w dziewczynę. Kilka osób z tłumu patrzyło na mnie wielkimi oczami, inni uśmiechali się pod nosem, a jeszcze inni spod ciężkich powiek, śledzili mnie wzrokiem. Córka Posejdona zmarszczyła czoło.
   - Co ty jesteś taka niemiła? Masz okres, czy jak?
   Krąg osób, w środku którego się znajdowałyśmy, zaniósł się śmiechem. Zapiekły mnie policzki.
   - Ciekawe, czy ty byś była miła, jakby jakaś tępa kretynka łaziła za tobą co krok i próbowała utrudnić życie! - wykrzyknęłam i chlusnęłam ją colą w twarz. Strumień ciemnej cieczy spływał po jej twarzy, szyi, za dekolt. Wybuchnęłam śmiechem, widząc, jak jej koszulka przylepia się do piersi i przez pomarańcz przebija neonowa zieleń.
   - Ładny stanik, Lawrence - prychnął ktoś z tłumu. Cała grupka osób roześmiała się szyderczo a Victorie stała i patrzyła się na mnie z otwartymi ustami. W jej oczach przypominających kolorem głębokie morze płonęła wściekłość.
   Odeszłam, czując szczerą satysfakcję. Ona tam nadal stała. Wyśmiewana przez około dwa tuziny osób. Przeze mnie.
   Roześmiałam się cicho.

    Dlaczego ona to zrobiła? Dlaczego ta dziewczyna mi to zrobiła? Nie zawiniłam jej niczym. Nie uszczypnęłam jej, nie przezwałam. Chciałam się tylko zapoznać.
   Ukryłam twarz w dłoniach. Obok mnie siedział Kevin, mój dobry przyjaciel. Ceniłam go za szczerość. I zaufanie. I to, że nigdy mnie nie opuszczał. Zawsze starał się pomóc.
   - Kevin, powiedz szczerze - spojrzałam na chłopaka. Szkliły mi się oczy, ale przy nim nie czułam się głupio z tego powodu. - Czy ja jestem tępą kretynką? Czy utrudniam ludziom życie?
   Koszulka nadal lepiła mi się do ciała. Przeklinałam się w duchu, że założyłam akurat ten stanik - pierwszy lepszy z brzegu.
   Mój przyjaciel przytulił mnie mocno.
   - Proszę, nawet o tym nie myśl - poprosił. Wtuliłam się w jego ramię. - To ona jest raczej tępą kretynką, skoro zachowuje się tak wobec normalnych, miłych ludzi.
   Oderwałam się od niego. Spojrzałam w oczy synowi Hermesa.
   - Czyli jestem normalna i miła, tak?
   Uśmiechnął się.
   - Normalna, miła, serdeczna... Mądra. I ładna. Jesteś moją przyjaciółką, Vic. Jesteś córką Posejdona.
   Westchnęłam i uśmiechnęłam się do niego. Dobrze jest mieć kogoś takiego, jak ty, chciałam powiedzieć, ale bałam się, że może to opacznie zrozumieć. Bez słów ścisnęłam go mocno i szepnęłam ciche:
   - Dzięki.
   Zamiast odpowiedzieć, pogładził mnie po plecach i odszedł.
   Stałam przez chwilę odprowadzając go wzrokiem i wyszłam wolno na drewniany pomost znajdujący się przed domkiem Posejdona. Spojrzałam w dal. Mój wzrok utonął w wodach Atlantyku. Przymknęłam oczy, czując na twarzy morską bryzę, otulającą mnie jak lekki, niewidzialny płaszcz. Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się do góry. Woda. Woda to zawsze było coś, co mnie uspokajało. Ocean dawał mi poczucie wolności, czułam się sobą, nie ograniczana towarzystwem innych. Tylko ja i morska woda - niemal jedno.
   Zdjęłam koszulkę i rzuciłam ją gdzieś za siebie. Nie otwierałam oczu. To była moja chwila, to był czas, by wściekłość i żal ulotnił się z mojego serca. Rozebrałam się więc do bielizny i skoczyłam.
   Miałam ochotę się roześmiać. Płynęłam w stronę... Tak naprawdę, to nie wiedziałam, gdzie płynęłam. Dryfowałam spokojnie na plecach, czując rozkosznie ciepłe promienie słońca na mokrej skórze. Pod wodą śmiałam się w głos, obracając się, nieruchomiejąc, znów wypływając na powierzchnię. Nie myślałam o niczym. Hayden? Hayden wydała mi się tak odległa jak kosmos. Jakbym żyła w zupełnie innym świecie.
   I nagle poczułam, że prąd morski wyniósł mnie na brzeg - tam, gdzie las spotykał się z Atlantykiem. Westchnęłam, leżąc na mokrej ziemi, jak wyrzucona na brzeg kłoda. I wtedy usłyszałam czyjś głos.
   - Naprawdę łady stanik, Lawrence. Gorzej, że nic w nim nie ma.

11 komentarzy:

  1. Na Kevina zawsze możesz liczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie tylko dwa błędy: na początku ja leżałam- wystarczy leżałam i Dionizosie. - Centaur spojrzał w naganą na Dionizosa. o jednego Dionizosa za dużo ;)
    Poza tym ŚWIETNIE!!! Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli wy jesteście amatorkami to ja jestem Rodzajem Idiotki Która Myśli Że Umie Pisać :D
    Pozdrawiam ~Kee Wi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za tak pozytywną i motywującą opinię!!!Twoje pomysły również są genialne!!! Z utęsknieniem czekamy na kolejne rozdziały <3 Mamy nadzieję, że weny nam nie zabraknie :3

      Pozdrawiamy :*
      ~ Autorki~

      Usuń
  4. Ave!
    Na początku błędy jakich się dopatrzyłam (jeżeli Wam to przeszkadza, że je piszę, to przestanę)
    "...zauważyłam wtedy, w parku. Ta. A teraz wzlecę..." - chyba przed "ta" o kilka spacji za dużo :)
    " A teraz wzlecę na skrzydlatym koniu w kierunku zielonych obłoków podziwiając zachód tańczącego sambę słońca" - przed "w" i "podziwiając" przecinek :)
    "...kwiat białego goździka a na jej idealnie..." - przed "a" przecinek.
    " To jest Goździk a tu..." - przed "a" przecinek.
    "Uśmiechnęła się a ja weszłam do Wielkiego Domu." - przed "a" przecinek XD
    "...do rozłamanego na pół STOŁU..." i "Za STOŁEM ujrzałam bladego..." - powtarza się słowo "stół". Zamiast tego, można napisać "blat" w drugim zdaniu :)
    "Centaur spojrzał w naganą na boga wina." - zamiast "w", lepiej by brzmiało "z" :)
    "Za piękna nie jest a ja wyrzekam się takiej kretynki." - przed "a" przecinek.
    "...inni uśmiechali się pod nosem a jeszcze inni spod ciężkich powiek śledzili mnie wzrokiem." - przed "a", "inni"" i "śledzili" przecinek (co do ostatnich dwóch, nie jestem pewna :/)
    "...roześmiała się szyderczo a Victorie stała..." - przed "a" przecinek XD
    "...czułam się sobą, nie ograniczana towarzystwem innych." - "nie ograniczana" łącznie :)
    Okay, to chyba wszystko, dlatego przejdę o rozdziału :)
    Hayden mnie wkurzyła. I to porządnie. A myślałam, że będzie z niej taka przyjemna osóbka ;c Za to naprawdę polubiłam Kevina i Victorię-czuję, że kroi się parring "Vivin" lub "Ketoria" :D Trochę mnie zdziwiło, że Chejron na podstawie informacji , takiej jak "nie lubię pływać", stwierdza, że Hayden nie jest dzieckiem Posejdona ;/ W końcu Piper ma za matkę Afrodytę, a nie lubi się malować czy też przesadzać z dbaniem o wygląd. No, ale nic. To po prostu drobny szczegół :D Co do reszty nie mam absolutnie zastrzeżeń. Naprawdę dobrze piszecie i już lecę do następnego rozdziału :)
    Życzę weny i pomysłów, Wasza
    ~Robin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ave Robin!!!
      Cieszymy się niezmiernie, że znalazła się osoba która będzie wytykać nam nasze przerażające błędy. Mamy nadzieję, że w przyszłości będziemy popełniać ich coraz mniej.Komentarze typu:,,Rozdział jest świetny!!!" uważamy za równie motywujące do działania. A tak z innej beczki... Jak myślisz kto jest boskim rodzicem Hayden??? Hayden jest: wredna,sprytna, uparta, zawsze próbuje postawić na swoim choć nie zawsze dobrze na tym wychodzi...
      Narazie Kevin i Victorie to tylko przyjaciele, aczkolwiek czas pokarze...Pewnie wszystko sprowadzało by się do tego aby zostali parą, gdyby na horyzoncie nie pojawił się nasz ukochany Charlie XD
      Kochana Robin! Wielkie dzięki za komentowanie i poprawki! Wcale się na ciebie nie obrażamy, a wręcz przeciwnie - bardzo cię polubiłyśmy!
      Pozdrawiamy :*

      ~Autorki~

      Usuń
    3. Witam ponownie.
      Przyznaję się do wszystkich błędów interpunkcyjnych, literówki i nadmiar spacji również moja wina (biłam swój rekord w prędkości pisania, więc literówki i spacje to nic dziwnego, wierzcie).
      Yay! Hayden miała wkurzać! Cóż, mogę ci zdradzić, że w kolejnych rozdziałach Victorie stanie się mniej przyjemną osobą. Przynajmniej w stosunku do Hayden. ;)
      Dodam, że zapowiada się naprawdę ciekawie i zachęcam do dalszego czytania!
      Od siebie dziękuję za komentarz. Wreszcie jestem uświadomiona, że przed ''w'' powinien być przecinek...

      Do następnego przeczytania
      - Hoho

      Usuń
  5. Rozdział cudowny! Bardzo polubiłam Laurę chociaż wystąpiła tylko przez chwilę. Hayden nie przypadła mi jak na razie do gustu. Nie lubię takiego typu ludzi, ale cóż... czas pokaże ;)
    A co do Victorii i Kevina to na razie są świetnymi postaciami. I czy można liczyć na coś więcej niż tylko przyjaźń???
    xxx Melete

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yaaay! Hę, i co wy na to? xD Anka w roli Laury Verbov nie jest taka zła. xD
      Załadowałam w nią nieco mojego zamiłowania do roślinek, ale w końcu to córka Demeter. ;)
      ''Coś więcej niż tylko przyjaźń''? Mega przyjaźń? xD Haha, no dobra, udaję idiotę.
      I gwarantuję wszystkim czytelnikom, że postaramy się, by każda akcja z Charliem była... interesująca. ^^ Już ja o to zadbam. Bójcie się Hoho.
      Dziękuję za komentarz,
      - Hoho

      Usuń
  6. Witaj Melete!
    Cieszymy się, że rozdział ci się podoba :) Nikt nie polubił Hayden. Szkoda :( Ale moja bohaterka już taka jest-to idealne odzwierciedlenie mojego wnętrza...
    Narazie Kevin i Victorie to tylko przyjaciele, aczkolwiek czas pokarze...Pewnie wszystko sprowadzało by się do tego aby zostali parą, gdyby na horyzoncie nie pojawił się nasz ukochany Charlie XD
    Pozdrawiamy :*
    ~Autorki~

    OdpowiedzUsuń