Witajcie wszyscy komentujący!!! Nie mogłam się powstrzymać, więc wstawiłam trzeci rozdział-wiem, że jest za krótki...Szczerze zachęcam do komentowania! Były dwie pozytywne opinię, więc na razie piszemy dalej.
A propos pisania...Prowadzenie tego bloga jest dla nas przyjemnością i nowym bardzo ciekawym doświadczeniem.
Pozdrawiamy :*
~Autorki
Hayden pali się! Wstawaj! -
usłyszałam czyjś zdenerwowany głos.
Niechętnie otworzyłam oczy. Uniosłam głowę, nade mną stała Ivy. Omiotłam
wzrokiem cały domek-ani śladu ognia, spostrzegłam za to, że jestem jedyną
osobą ,która jeszcze nie wstała.
-Musiałam cię jakoś obudzić - powiedziała i uśmiechnęła się przepraszająco-spałaś jak zabita.
-Nie dziw mi się - poprzedniej nocy nie zmrużyłam oczu.- ziewnęłam
-O dziesiątej zgłoś się na arenę-powiedziała i dotknęła palcem wskazującym
czarno-biały zegarek, który miała na ręku, i wyszła pozostawiając mnie samą.
Westchnęłam, poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam i wysuszyłam
włosy. Stanęłam przed lustrem-po raz kolejny dotarło do mnie jak bardzo jestem
brzydka. Moje czarne włosy opadały na ramiona, miałam taką wstrętną bladą cerę,
za małe usta w krwisto czerwonym kolorze. Jedyną rzeczą, która mi się we mnie
podobała były moje wielkie ciemno brązowe oczy.
Założyłam tą wściekle
pomarańczową obozową koszulkę, jeansowe spodenki i czarne trampki. Włosy
związałam w koński ogon i po raz kolejny skrzywiłam się widząc własne odbicie,
wyszłam z domku Hermesa.
Z dojściem na arenę nie miałam większego problemu
ponieważ budynek było widać już z daleka. Potem miałam łucznictwo na, którym
szło mi coraz lepiej.
Podeszła do mnie dziewczyna o włosach koloru tak jasnego
blondu, że aż wydawało się białe. Była ubrana w: obozową koszulkę,
spodnie we wszystkich kolorach tęczy i neonowo zielone Vansy. Włosy dziewczyny
luźno spadały na ramiona.
-Jestem Katie, grupowa Iris.- powiedziała bawiąc się plecioną bransoletką.
Nie musiałam się przedstawiać wszyscy i tak mnie już znali.-Mam pokazać ci
stajnie i pegazy. Zazwyczaj robi to Victorie, ale tym razem uznaliśmy, że tak
będzie bezpieczniej...
Do ściany domku pomalowanego na jaskrawy czerwony kolor, łańcuchami był
przykuty dziwaczny stwór. Była to dziewczyna w poszarpanym ubraniu, o
nienaturalnie owłosionym ciele, z ust ciekła jej żółta piana, a z gardła
wydobywał się mrożący krew w żyłach charkot. Na całym ciele monstra było pełno szlam i blizn-odrażające. Jedno oko dziwadła było zielone, a
drogie brązowe... Potworzyca szamotała się próbując zerwać łańcuchy.
-To Mantikora - usłyszałam głos Katie. - Jakieś dwa temu
znajdowała się w okolicach obozu i stanowiła zagrożenie, więc dzieci Aresa
zrobiły z nią porządek...
-Nie prościej było by ją zabić niż wlec tutaj?
-Chcieli mieć trofeum...Zresztą jak zawsze.-Potwory nie umierają, można je
zabić, ale one nie umierają...Ciągle się odradzają, niektóre na dłużej, a inne
na krócej.
Resztę drogi szłyśmy w milczeniu, nieopodal stawu naszym oczom ukazała się
stajnia.
Był to budynek całkiem sporych rozmiarów, jego ściany pomalowano na
ciemny beż, dach pokryty był strzechą, nad wejściem zawieszono ogromną podkowę.
W środku stajnia okazała się jeszcze większa niż mi się wydawało.
Otworzyłam
szerzej oczy, w stajni zmieściło się, aż pięćdziesiąt boksów w każdym stał
piękny skrzydlaty koń. W najbliższym boksie stał kruczoczarny pegaz, patrzył na
mnie z zaciekawieniem przechylając przy tym łeb.
-To Mroczny-pegaz Victorie.- powiedziała Katie. To wystarczyło żebym poczuła
niechęć do tego stworzenia.-Kiedyś należał do Percy’ego.
~Znów ten Percy. To musi być ktoś ważny skoro wszyscy o nim mówią.-
pomyślałam
W sąsiednim boksie stał biały pegaz z grzywą we wszystkich kolorach tęczy.
-Ta klacz należy do mnie, nazywa się Iskra.- powiedziała i pieszczotliwie
poklepała zwierzę po pysku.
-Każdy ma tu swojego pegaza? - zapytałam, dziewczyna pokręciła przecząco
głową. Objaśniła mi, że większość tych wspaniałych stworzeń nie ma właściciela,
służą one na przykład do nauki początkujących.
W następnym boksie stał czarny deresz, klacz nazywała się Harley.
Szłam
przyglądając się każdemu pegazowi, w jednym z ostatnich boksów stał piękny
bułany, zwierzę dumnie unosiło głowę i patrzyło na mnie z wyższością i
niechęcią.
-Jest piękny! Jak się nazywa? - w odpowiedzi usłyszałam, że nazywa się Pepsi
dość nietypowe imię jak dla pegaza. Dowiedziałam się również, że jest
bezpański, przez pewien czas był pod opieką syna Hadesa i zdziczał, nawet
Victorie nie potrafi nauczyć go ogłady. Powiedziała mi również, że nie ma
większych szans na wyprowadzenie Pepsi z boksu.
Nie była bym sobą gdym nie spróbowała. Zawsze próbuję postawić na
swoim-często mi się udaje-choć nie zawsze wychodzi mi to na dobre. Poprawiłam
kucyk. Chwyciłam wodzę i pociągnęłam-pegaz ani drgnął. ~Czy chociaż raz coś może
mi się udać? Czy coś mogę zrobić dobrze? Zawsze wszystko obraca się przeciwko
mnie, nieważne jak bardzo się staram zrobić coś by miało zadowalający efekt-i
tak zawsze cały plan spełza na niczym.
Kątem oka dostrzegłam kosz z jabłkami,
podeszłam i wzięłam soczysty owoc. Pegaz przyglądał mi się z zaciekawieniem, a
jego oczy mówiły coś w rodzaju:
Zobaczymy na jak długo starczy ci pomysłów-ze mną nie wygrasz.
Katie przyglądała się mi czujnie i co jakiś czas lekko kiwała głową.
Pegaz zjadł owoc i ku mojemu zdziwieniu wyszedł z boksu! Nie sądziłam, że
pójdzie aż tak łatwo. Dotarło do mnie, że on wyszedł specjalnie-chce mnie
upokorzyć na całkowitej linii. Westchnęłam-teraz już się nie wycofam.
Ostrożnie podeszłam do zwierzęcia, pegaz tupnął nogą, i pokręcił przecząco
łbem-a przynajmniej tak mi się zdawało. W ciemnych oczach zwierzęcia
dostrzegłam to co zwykle w swoich-chęć zamaskowania obaw o porażkę. To było mi
tak bliskie...
Katie dała mi kilka kostek cukru, wystawiłam rękę tak by w każdej chwili
było możliwe cofnięcie jej w odpowiednim momencie. Pegaz usiłował zjeść cukier,
w ostatniej chwili udało mi się cofnąć rękę. Zwierzę tupnęło gniewnie i
spojrzało na mnie z wyrzutem. Patrzyłam w oczy wspaniałego pegaza, pochłonęły
całą moją uwagę. Podstępny skrzydlaty koń wykorzystał to i zjadł cukier.
Usłyszałam cichy chichot Katie - przygryzłam wargę.
~Raz kozie śmierć-pomyślałam i wskoczyłam na grzbiet bułanego pegaza.
Nastąpiła chwila ciszy-zwierzę było zdezorientowane, po czym zrzuciło mnie
ze swojego grzbietu.
Jęknęłam masując obolałe miejsca.
~Co ja sobie wyobrażałam?! Że uda mi się oswoić Pepsi?! Przecież to
logiczne, że jeśli córce Posejdona się nie udało to mi tym bardziej. To
wszystko przez moją przeklętą pewność siebie!
Kevina znałam
odkąd pamiętam-był już w obozie, kiedy się tu zjawiłam. Mieliśmy wtedy po pięć
lat, był moim pierwszym przyjacielem. Spędził tu całe życie.
Jego matka zmarła przy porodzie. Hermes chciał ukryć go gdzieś na Olimpie
pomiędzy nimfami i driadami, lecz Zeus nie wyraził zgody. Ojciec oddał go
pod opiekę Chejrona. Chłopak uczył się już walki w wieku trzech lat-był
naprawdę wytrawnym szermierzem.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy
przypomniałam sobie nasze pierwsze spotkanie: Szłam do domku numer jedenaście,
trzymając za rękę Tris - grupową domku Nemezis. W pewnym momencie
niespostrzeżenie podszedł do mnie Kevin i dał mi bukiet polnych chabrów-do dziś
te zasuszone kwiaty trzymam w sypialni.
Jako jedyny z obozowiczów ma stały kontakt ze swoim boskim rodzicem.
Szczerzę mówiąc Posejdona widziałam tylko kilka razy i to głównie podczas
wycieczek na Olimp (dzień przesilenia zimowego). Mój brat Percy to co innego...
Kiedy tylko ma ochotę płynie do pałacu Posejdona. Wydaję mi się, że Ojca wcale
nie obchodzi mój los...
Chciałabym odbyć z nim szczerą rozmowę...
Chciałabym na niego nakrzyczeć. Zadałabym mu jedno jedyne pytanie ,,dlaczego
zostawił mnie i moją matkę?". W głębi serca myślę, że tego nie chciał, tylko
musiał. Z obowiązku. Z własnej woli nie zostawiłby kobiety, którą kochał.
Szkoda, że moja nieżyjąca już matka nigdy tego nie zrozumiała.
Matka była palaczką, narkomanką, nadużywała alkoholu i dobrzy bogowie wiedzą
co jeszcze robiła! Znęcała się nade mną psychicznie - mówiła mi, że to przeze
mnie Posejdon od niej odszedł... Kiedy miałam trzy lata odebrano jej prawo do
opieki nade mną. Przez następne dwa lata życia mieszkałam w sierocińcu, a potem
trafiłam tu... O śmierci matki dowiedziałam się od Posejdona, na wycieczce. Był
to pierwszy raz, kiedy rozmawiałam z własnym Ojcem. Mama zawsze wracała na
plaże, gdzie się poznali. Często wspominała. Gdy wracała do domu pewnie nadal
rozmyślała. Płakała. Nie widziała drogi, minęła się z samochodem ciężarowym i
wjechał w drzewo. Śmierć na miejscu. Mimo wszystko było mi jej żal. I
Posejdona. Gdy mówił mi o tym tragicznym wypadku miał łzy w oczach. Naprawdę
ją bardzo kochał i zapewne obwiniał się o śmierć mamy. Zawsze zazdrościłam
osobom, które miały normalną rodzinę-oczywiście na tyle normalną na ile Herosi
mogą taką mieć. Na przykład Cass od zawsze wiedziała, kim jest, jej matka była
normalna, zajmowała się nią i chroniła przed potworami tak długo jak było to
możliwe.
A Hayden? Jak zwykle w obozie jest pełno plotek, gdy jakiś nowy się
pojawia. Niektórzy twierdzili, że wychowuje ją ojciec, inni, że matka lub
babcia, a jeszcze inni twierdzili, że jest w domu dziecka...
-Victorie.- z rozmyślań wyrwał mnie głos Kevina-Możemy zaczynać naradę?
-Och...Tak – zaczęłam - Jak zapewne wszyscy wiecie w niedziele jest już
bitwa o sztandar, a my nadal nie ustaliliśmy składu drużyn... Patrick przedstaw
listę naszych ,,być może" przyszłych sprzymierzeńców-zwróciłam się do
zastępcy Kevina.
-Myślę, że możemy liczyć na pomoc domków: Ateny, Hefajstosa, Hermesa,
Dionizosa, Iris, Nemezis, Nike, i Hekate.
-Domek Zeusa? - zapytała Ivy bawiąc się kosmykami swoich rudych włosów
-Po ostatnim kawale, który zrobiliśmy, Cassidy jest na nas śmiertelnie
obrażona...
-Musieliście wsadzić jej pod kołdrę tą ropuchę? To było wstrętne.- powiedziałam,
próbując powstrzymać śmiech. Kevin wzruszył tylko ramionami.
-A domek Demeter? - pytanie zadała Emma-córka Tanatosa
-Kiedy ostatnio zaczęliśmy eksperymentować z roślinami dzieci Demeter, Laura
się wściekła i odmówiła współpracy-wtrącił Patrick tłumiąc śmiech.
-Czy wy naprawdę myśleliście, że uda wam się wyhodować potwora? - zapytałam
z udawanym wyrzutem
-Nie potwora tylko całkiem nieszkodliwego golema-poprawił mnie Kevin,
śmiejąc się do rozpuku
-Wracając do bitwy...- zaczął Kevin-Do obrony będzie nam potrzebne jakieś
dwadzieścia osób...Czyli cały domek Dionizosa, dwoje dzieci Ateny, czworo
dzieci Hekate i cały domek Nemezis...Obroną poprowadzi Ivy. Wpadliśmy na pomysł
by stworzyć oddział, który wyprowadzi przeciwnika w pole w jego skład wejdzie
dwadzieścia pięć osób: sześcioro mieszkańców domku dziewięć, Jeden
mieszkaniec szóstki, czterech naszych-mówiąc ,,naszych" miał zapewne na
myśli swoich braci i siostry-wszystkie dzieci Iris, troje dzieci Nike i pozostałe
dzieci Hekate, którym poprowadzi Mike. Ja, Patrick, jeszcze kilku
naszych, pozostałe dzieci Ateny, sześcioro mieszkańców dziewiątki,
i dwoje dzieci Nike będziemy kryć się w lesie, rozbrajać przeciwnika...W
skrócie mówiąc będziemy prowadzić działania partyzanckie...A teraz czas na
gwóźdź programu! - Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech-Grupa atakująca:
Victorie ty dowodzisz atakiem-zwrócił się do mnie- Hayden również ta
grupa-powiedział do dziewczyny siedzącej obok mnie.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę,
że to ta sama żmija, która oblała mnie kilka dni temu colą. Pełne,
krwistoczerwone usta dziewczyny wykrzywione były w sztucznym uśmiechu,
a duże oczy w kolorze chłodnego brązu zdawały się czytać w moich myślach. Z
pozoru nie wyglądała na kogoś potężnego, ale lata nauki nauczyły mnie, że to cicha
woda brzegi rwie. Zostawiłam sprawę bez komentarza.- Charlie również...- zagotowało
się we mnie. Mam być w zespole z takim kretynem?!
-Przecież my się pozabijamy! - nie zdążyłam ugryźć się w język Kevin wzruszył
tylko ramionami.
-Więc jutro macie przyjść na arenę i nauczyć się współpracować-powiedział
obojętnym głosem zauważyłam, że Charlie przygryza wargę powstrzymując się od
komentarza.
W końcu nie wytrzymałam i wszystkich zgromadzonych zaskoczyła fala wody
pojawiająca się znikąd.
-Oszalałaś?!- usłyszałam przeszywający na wylot głos Hayden.
Dziewczyna zrobiła coś, czego
się zupełnie nie spodziewałam-popchnęła mnie w stronę Charliego. I po chwili
leżeliśmy wspólnie na podłodze. Ja na nim.
-OOOOOOOO - usłyszałam śmiech obozowiczów
-Spadaj wariatko! - usłyszałam gniewne syknięcie Chłopaka, po czym poderwał
się jak oparzony.
-Kto się czubi ten się lubi - moich uszu dobiegł chichot Ivy.
- Jesteś największym idiotą, jakiego spotkałam w życiu- warknęłam
Charlie wyszedł trzaskając drzwiami i miotając przekleństwami pod moim
adresem - jak by myślał, że z własnej woli się na niego przewróciłam.
-Jeszcze jedna taka akcja i nasze drzwi tego nie wytrzymają-powiedział
Patrick. Na co wszyscy obozowicze wybuchli niepohamowanym śmiechem. Spojrzałam
na brunetkę w odpowiedzi posłała mi złośliwy uśmiech-wredna żmija.
~O bogowie! Nikt nie ma najmniejszego pojęcia jak ja jej
nienawidzę! Czemu ona się na mnie uwzięła?! Przecież chciałam się tylko
zapoznać...
-Tak właściwie...Właściwie o co wam poszło? - zapytał Patrick
Przygryzłam wargę. Nie znalazłam żadnej sensownej odpowiedzi więc
powiedziałam tylko: ,,Hm. Tak jakoś wyszło..." Na co obozowicze wybuchli
kolejną salwą śmiechu. Poderwałam się na równe nogi i wyszłam trzaskając
drzwiami. Głośno wypuściłam powietrze z płuc, oddalając
się w kierunku stajni. Cassidy biegłą za mną. Zapytałam ją czy chce ze mną na
chwilę ,,uciec''. Zgodziła się bez wahania. Razem weszłyśmy do boksu, w którym
znajdował się mój piękny, mądry pegaz.
- Mroczny, zabierz nas stąd. Nie ważne gdzie. Daleko. Szybko. Proszę
~Twoje życzenie moim rozkazem Pani - zarżał Mroczny
Po chwili leciałyśmy już poza barierą Obozu, chcąc uwolnić się od
wszystkiego, co złe i smutne, chcąc nic nie myśleć, o nikim i o niczym, chcąc
odpocząć od całego świata.
Myślałam o wszystkim, i zarazem o niczym. Przypominałam sobie te dobre i złe
chwile... Zawsze potrafiłam wyjść cało z każdej opresji. Nie tylko w walkach
wygrywałam. Radziłam sobie na misjach. Nigdy nie dałam się nikomu sprowokować i
nikt nigdy nie odważył się ze mnie zakpić. Przynajmniej aż do teraz. Odkąd
Charlie i Hayden uwzięli się na mnie podłamałam się psychicznie, zaczęłam
wątpić w siebie i w swoje możliwości. Nie to co Cass. Ona nigdy nie zwątpi.
Zawsze będzie pewna siebie.
Moja przyjaciółka Cassidy Blacwood była świetna w walce, a to za sprawą
śmiercionośnej broni, tarczy egidy, czyli zamaskowanej szerokiej, złotej
bransoletki, którą dostała od swojej przyrodniej, starszej siostry Thali Grace
podczas ostatniej wizyty łowczyń Artemidy, choć i bez niej była porażająco
dobra. Ja miałam magiczny długopis, który naprawdę był śmiercionośnym ostrzem- Antyklomosem
ale ja nazywałam go w skrócie Orkanem, bo originalna nazwa nie przypadła mi do
gustu. Historia mojego miecza zaczęła się tak:
Orkan - Mój magiczny miecz, inaczej Anaklysmos. Dostałam go w od
Chejrona. Na początku zdziwiłam się, że centaur dał mi długopis, jednak jak się
okazało długopis zmienił się w miecz. W czasach Starożytnej Grecji należał do
Heraklesa (został mu podarowany przez Zoe Nightshade). Miecz został
wykuty przez cyklopów, hartowany w sercu Etny i chłodził się w wodach Lete.
Należał najpierw do Posejdona . Później do Zoe za czasu kiedy ta była jeszcze
hesperydą. Ta miała go przy sobie w postaci spinki. Pewnego dnia dała go
Heraklesowi Ten pokonał nim smoka Ladona . Półbóg nie wspomniał nigdy nikomu o
Zoe. Za pomoc Heraklesowi została wygnana z Ogrodu i dołączyła do Łowczyń.
Ponad 2000 lat później miecz ten trafił w posiadanie Percy`ego. Mojego
starszego, przyrodniego brata, którego nie dało się nie lubić. Ten dostał go od
Chejrona w muzeum, gdy walczył z Erynią . Miecz przybierał formę długopisu.
Chłopak pokonał nim wiele potworów m.in. Meduzę, Erynię, Empuzy i wiele wiele
innych. Gdy Percy dorósł i dowidział się o młodszej siostrze, jaka byłam ja
oddał go Chejronowi, by ten oddał go mnie, stwierdziwszy, ze pewnie będę go
potrzebowała bardziej. Gdy koniec jego klingi dotknie się zatyczką to z
powrotem zmienia się w długopis. Można wtedy nim pisać. Jego tusz połyskuje
wtedy niebiańskim spiżem. Miecz zawsze wraca do kieszeni, kiedy go zgubię.
Anaklysmos w przetłumaczeniu znaczy Wzburzona Fala. Był to prezent od jego ojca,
Posejdona. Tak jak inne przedmioty wykonane z niebiańskiego spiżu, miecz nie
może zranić śmiertelników.
Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do wody, która zawsze działała na mnie uspokajająco. Cassidy usiadła na krawędzi mola, mocząc nogi. Nigdy by się do tego nie przyznała, bała się wejść głębiej niż metr...
Określała to jako ,,głębokowodowstęt". Cassidy opowiadała mi dowcipy Kevina, które słyszałam już setki razy
Bardzo fajnie piszecie, róbcie to dalej :)
OdpowiedzUsuńJuz w pierwszym zdaniu jest blad interpunkcyjny. W ogole cały ten rozdzial to jeden wielki bład.
OdpowiedzUsuń''Stanęłam przed lustrem-po raz kolejny dotarło do mnie jak bardzo jestem brzydka. Moje czarne włosy opadały na ramiona, miałam taką wstrętną bladą cerę, za małe usta w krwisto czerwonym kolorze. Jedyną rzeczą, która mi się we mnie podobała były moje wielkie ciemno brązowe oczy.,,
Hayden, kolejna nieciekawa zakompleksiona nastolatka i do tego ma usta w krwistoczerwonym kolorze. Uwierzcie mi, nigdy w zciu nie spotkalam osoby z naturalnymi krwistoczerwonymi ustami. Ciemno brazowe razem, po wielkie przecinek...
..Założyłam tą wściekle pomarańczową obozową koszulkę, jeansowe spodenki i czarne trampki''
Szczerze, to w dupie mam, w co ona się ubrala. Opisy stroju dodaje sie wtedy, gdy są bardzo istotne lub wplata się jakos np. ''strzepalam piasek z moich jeansowych spodenek, podnoszac sie z ziemi''.
,,Podeszła do mnie dziewczyna o włosach koloru tak jasnego blondu, że aż wydawało się białe. ''
Moim zdaniem lepiej: Podeszla do mnie dziewczyna o wlosach w kolorze tak jasnym, ze az prawie bialym''.
,,Była ubrana w: obozową koszulkę, spodnie we wszystkich kolorach tęczy i neonowo zielone Vansy.''
i to tez mam gdzies. Hayden jest taka plytka, ze zwraca tyle uwagi na czyjes ubranie??
Caly czas robicie bledy. Przecinki w takich miejsach w ktorych ich nie powinno byc, albo nie ma ich tam gdzie powinny, ale z tym ma problem wiekszosc ludzkosci i sporo pisarzy, miedzy innymi Sapkowski na poczatku kariery.
Dlaczego piszece mysli kursywa i od ,,~''??
Bledy i jeszcze raz bledy a Hayden nie lubie, bo jest postacia bezbarwna i glupia.. Juz wole Victorie.
A perspektywa Victorie byla niesamowicie nudna, glupia, beznadziejna, dziecinna i najezona bledami.... z reszta tak, jak i caly ten rozdzial.
Moze jestescie poczatkujace i widzialam gorszych, ale piszecie wyjatkowo bez polotu. albo jestescie glupie albo macie po dziesiec lat.
radzilabym wziac sie za nauke jesli chcecie kiedys napisac cos co daloby sie czytac.
Nie podpisze sie pod opinia osoby powyzej. Blagam was, nie piszcie juz, bo mnie krew zalewa, dziewczynki...
Przepraszam za brak polskich znakow, cos z klawiatura.
powodzenia w zyciu
(*Nellanie Cullen*)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńJesteś jak typowy krytyk. Słabe, co to ma być?, beztalencie itd. Ale czy ty umiesz wykonać chociaż marną kopię tego dzieła? Nie? Więc po co krytykujesz? Krytycy mają za zadanie pokazywać twórcom, co muszą poprawić, a nie obrażać ich nic im więcej nie mówiąc. I ty jesteś nie krytykiem, który umie coś takiego wykonać, ale zwykłym internetowym trollem siedzącym godzinami przed monitorem i obrażając każdego autora nawet najlepszych blogów. Chętnie bym obejrzał coś twojego. Pokaż co potrafisz. Ciekawe jakim typem odpowiedzi będzie twoja na to co ja teraz piszę - wklejenie czyjegoś bloga którego nikt nie zna mimo geniuszu autora lub siedzenie i pisanie (co jest niezwykle rzadkie - ba, nawet niespotykane wśród trolli.). Czekam.
UsuńWitaj Nellanie Cullen!!!
OdpowiedzUsuńNiezmiernie miło jest słyszeć Nam tak ,,pochlebną" opinię.
Jeśli ci się nie podoba to po co czytasz?!
Dlaczego piszemy tak myśli? Bo mamy taki kaprys -_-
Każdy bohater został po coś stworzony. Jego zachowania, nawyki, a nawet sposób myślenia ma coś uświadomić czytającemu... No cóż nie wszyscy są aż tak inteligentni by to zrozumieć...
Zanim zaczniesz hejtować naciśnij CTRL+F4 ^.^
Poczekaj w kolejce aż to co piszesz zacznie nas interesować-bo na razie nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia. Powodzenia!
Życzymy miłego dnia, hejtowania do woli, i napływu inteligencji (która w tym przypadku i tak raczej już nic nie pomoże).
Pozdrawiamy :*
~Autorki
Wcale nie mowie, ze to czytam. Twierdzicie, ze to da sie w ogole czytac?!
UsuńPisarzem nigdy sie nie zostaje, bo ma sie taki kaprys. Kaprysy moze miec piecioletnie dziecko, a w waszym wieku swiadczy to tylko o poziomie inteligencji. Ktory wedlug mnie jest tragicznie niski, ale co ja tam wiem.
Wszyscy wasi bohaterowie sa bezbarwni i beznadziejni. Nic nie uswiadamiaja, tu nie ma co rozumiec. To tak jak patrzec sie w kupe gnoju i widziec piekno, choc w tym przypadku to wasze mozgi sa kupa gnoju.
Och, jaki popis, az sie przejelam. Nie, jednak nie.
Nie zrobilo zadnego wrazenia? Ja tylko wytknelam wam bledy. Moze dotrze do was, ze wasza ,,tfruczosc'' jest beznadziejna, gdy ktos zrobi to w ostrzejszy sposob.
Dziekuje. W rozny sposob mozna zrozumiec slowo ,,hejt''. Wy go najwyrazniej nie rozumiecie. Ja nie wymagam od glupich osob rozumienia czegokolwiek. Widac ze uzywanie mozgu sprawia wam spora trudnosc.
Jak wczesniej zyczylam w moim... ,,hejcie'', powodzenia w zyciu, bo to wam sie przyda. Idioci zawsze maja pod wiatr.
(*Nellanie Cullen*)
Świetny rozdział! Czekam na ciąg dalszy. Były błędy, które każdemu się zdarzają. Bardzo duży plus za to, że pojawiły się Pegazy. Kocham je!!! Życzę jak najszybszej weny. Pozdrawiam Was :*
OdpowiedzUsuńxxx Melete
Ps. Wczoraj dodałam już kolejny rozdział na moim blogu ;) Zachęcam
http://kochamciewieszotym.blogspot.com/
Do wszystkich komentatorów - ten blog jest na podstawie znajomych autorek - w tym mnie. Nie lubisz? Nie czytaj. ALE TAKIE IMIONA TO PRZESADA! Justin? Serio? Nie mieliście dla mnie innego imienia? Cassidy jeszcze rozumiem. A co do tego profilu na FB - nie ma to jak gimusiarski żart w samej nazwie, a profil to nic więcej jak wpisy o nowych „adminach”. Czy coś takiego jest sens rozwijać? Hmm? „Na hejty nie odpowiadam”... no bo po co odpowiadać hejtem na hejt? Trolle siedzą i hejtują wszystko po kolei. Czekam na odpowiedzi.
OdpowiedzUsuń''Nie lubisz? Nie czytaj.''
UsuńLubisz ciastka? Jedz ciastka. No, w sumie prosta logika, póki ci się opona na brzuchu nie napompuje...
Nie, żebym coś miała, ale ten caps lock to przesada. Niczym Śmierć z Pratchetta albo jakiś inny koks.
No dobra, choć uwaga pisana caps lockiem, nie sposób się z nią nie zgodzić. Słysząc ''Harry'' myślę ''Potter'', słysząc ''Justin'' myślę ''Pedał''. [tu fani Biebera idą po widły do garażu, żeby wytrząść stąd takiego gnoja jak ja] Cassidy wymyślałam ja. Pomyśleć, że gdyby nie własna interwencja skończyłabym jako Jenny Lopez... Tak bardzo.
Yay, yay. Zmodyfikowałam rzeczony żart: Marcin uratował Internety. Pewnie napisał komentarz.
No, słabe, ale i tak lepsze niż ''Z koszulki widać ci suta, mi ze spodni stojącego druta''.
No bo beka z Sowy, wielka beka z Sowy.
A, jeszcze tylko radośnie przypomnę, że odkurzyłam dywan i mam plecak z logiem AC/DC. Soł macz.
Dobra, mi może już podziękujemy. ^^
Sowa to jest leszcz, pamiętajmy.
Chyba nie muszę się podpisywać, ale z przyzwyczajenia...
- Hoho
Lubie ciastka. Jem. A dietetyczka uważa że ważę zdecydowanie za mało :P. I tan caps to żeby podkreślić powagę. Imiona są głupie. Fakt. O to mi chodziło. I wiem. Cassidy - twoje imię, lepsze niż Jenny (:D). Za dywan szacun, a plecak fajny, AC/DC też super zespół. A co do logiki - jedz ciastka, ale myśl jak jeść ciastka. "Wojna. Wojna NIGDY się nie zmienia" - "Rozum. Rozum u niektórych ludzi nigdy się nie zmieni"
UsuńPrzepraszam, że piszę na wyrywki, ale zauważyłem coś jeszcze w Twojej odpowiedzi - "Lubisz ciastka? Jedz ciastka. No, w sumie prosta logika, póki ci się opona na brzuchu nie napompuje... ". Opona to nie hejt. Hejt będzie do końca internetu wędrował, coraz więcej ludzi go przeczyta. A "oponka"? Weźmiesz się w garść, potrenujesz, schudniesz i po oponce, a to nie będzie się już rozprzestrzeniać bo rozniesie się jako pierwsza plotka o brzuchu, a potem o tym, że się schudło.
Usuńdo autorek - wpiszcie sobie nawet w google „kolejność przymiotnika w zdaniu angielskim”. Co zobaczycie? Przed podmiotem jest jego określenie. Więc nie „Camp Half-Blood” tylko „Half-Blood Camp”.
OdpowiedzUsuńMuszę się zgodzić.
UsuńW języku angielskim, podobnie jak i w polskim, określenie jest przed rzeczownikiem. Nie powiesz przecież ''Temperówka niebieska'', ale ''Niebieska temperówka''.
half-blood jest w tym przypadku określeniem.
camp to rzeczownik.
Określenie przed rzeczownik i mamy Half-Blood Camp.
Oczywiście, tłumacząc słowo po słowie byłoby to Pół-Krwi Obóz, a tak przecież nie powiemy. No, ale kto normalny tłumaczy słowo po słowie...
Zgadzam się więc z tobą, tylko jak wyjaśnisz, że wszędzie piszą Camp-Half Blood?
Wszędzie idioci?
Nie. Twoje ostatnie zdanie jest w połowie prawdziwe. Amerykanie upierają się, że mają swój własny język i robią z nim co chcą itd. I sami w ten sposób siebie idiotów, którymi w większości są.
UsuńWitajcie. Chciałabym Was zachęcić do nowego bloga:
OdpowiedzUsuńhttp://bo-zycie-to-nie-basn.blogspot.com/
Proszę zajrzyjcie tam i napiszcie czy wam się podoba. To dla mnie bardzo ważne! ;)
Melete