PS Prosimy i zachęcamy- komentujcie :*
Życzymy miłego czytania :*
~Autorki~
Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Obóz Herosów ma być teraz moim domem. Czułam się bardzo nieswojo, nie znałam tu nikogo, prócz tej laleczki Victorie Lawrence, Laury Verbov od Demeter i... Na bogów, poznałam już tylu ludzi! To chyba rekord. Nigdy nie byłam zbyt towarzyska, wolałam zostać w domu niż iść na imprezę, na której pewnie stałabym z założonymi rękami pod ścianą przyglądając się tańczącym parom. Stanowczo wolałam zwierzęta niż ludzi. Babcia Jo wielokrotnie pytała mnie ''Może byś poszła na zakupy z koleżanką?'', ale ja odpowiadałam, że wszystko mam. Wszystko, czyli kilka par powycieranych dżinsów, zdartych glanów, skórzanej kurtki i... No, ogółem niewiele, ale dla mnie nie było nic gorszego niż zakupy. I między innymi dlatego babcia próbowała mnie zaciągnąć siłą do psychologa.
Poznałam też Ricka z domku Aresa, choć bardziej wolałabym stwierdzenie: ten kretyn, odprowadzając mnie do jedenastki, wdarł się na moją przestrzeń osobistą i objął ramieniem. Oczywiście, ta jakże urocza chwila nie potrwała długo.
- Jesteś nienormalna! - krzyknął, patrząc na mnie oczami wielkimi jak dno od butelki. Pocierał dłonią policzek, na którym miał czerwony szablon mojej dłoni, który zostawiłam tam z głośnym plaśnięciem. Roześmiałam się chłodno, odrzucając głowę do tyłu.
- Wiem, ale pewnie i tak jesteś ode mnie lepszy w tej konkurencji - powiedziałam beztrosko. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, oddalając się krokiem godnym władczyni wszechświata. Kontem oka zauważyłam szczupłą dziewczynę z rudymi włosami związanymi w koński ogon. Uśmiechała się, oparta nonszalancko o jakieś drzewo. Podeszła do mnie wolno i zerknęła mi w oczy z dumą.
- Jestem Ivy - powiedziała, przerzucając ruchem głowy kucyk z jednego ramienia na drugie. - Córka Eris - dodała z godnością w głosie, niezwykle pasującą do dumnych, skrzących się jasno iskierek w jej zielonych, kocich oczach. Podrzucała złote jabłko, które, jak się domyśliłam, było zapewne jabłkiem niezgody.
- Idę do domku Hermesa - ciągnęła Ivy, nie doczekawszy się żadnej widocznej reakcji z mojej strony. Odchrząknęłam.
- Hayden - przedstawiłam się. Dziewczyna podała mi dłoń. Jej uścisk był zdecydowany i silny.
Szłyśmy razem w milczeniu. Ja zastanawiałam się, czy ta cisza nie jest przypadkiem niezręczna a ona polerowała jabłko rąbkiem bluzki, co rusz się w nim przeglądając.
- Jesteś córką Eris - powiedziałam wreszcie. - A idziesz do domku Hermesa? - Uniosłam jedną brew, nadając mojej twarzy ten znajomy wszystkim wyraz chłodnego powątpiewania. Uśmiechnęła się kwaśno.
- Moja mama jest niesłusznie uznawana za... - odchrząknęła teatralnie. - Pomniejsze bóstwo.
Zauważyłam jej szyderczy uśmieszek i cudzysłów w powietrzu. Nie musiała dodawać, że jej matka jest bardzo potężna. Odczytałam to z jej twarzy.
- Wiesz, oni wszyscy mieli wybudowane domki po wojnie, dzięki Percy'emu Jacksonowi. Hades, Iris, Nike, Hypnos, Nemezis i Hekate... - wymieniała. - Nawet Tyche. Ale nie Eris.
- Dlaczego? - wyrwało mi się. Patrzyłam na dziewczynę z rzadką u mnie ciekawością.
- Bo zabrakło funduszy z Olimpu. - Prychnęła sarkastycznie.
- Przecież to idiotyczne! - skomentowałam głośno.
- Też tak uważam.
Uśmiechnęłyśmy się od siebie. Uśmiechnęłam się, rozumiecie? To na mojej twarzy bardzo rzadkie zjawisko. Przy tej dziewczynie chyba człowieczałam. Musiałam ją naprawdę polubić.
Gdy zobaczyłam wnętrze domku Hermesa, wydęłam policzki i otworzyłam szeroko oczy.
- Co do jasnej...
- Wiem - przerwała mi Ivy. - Kiedy to zobaczyłam, moja reakcja była identyczna. Dzieci Hermesa śpią w łóżkach, nieokreśleni i dzieci pomniejszych bóstw... - ironicznie zaakcentowała dwa ostatnie słowa. - Muszą spać w śpiworach. Wybierz sobie jakiś.
Chciałam wykrzyknąć: ''Chyba was wszystkich zgięło, mam spać na podłodze?!'', ale się powstrzymałam. Nie chciałam wyjść na rozkapryszoną księżniczkę, wiec twardo zlustrowałam podłogę spojrzeniem. Dostrzegłam ciemnoszary szary śpiwór wyszywany w czarne nietoperze.
- Ten w rogu jest niezły - zauważyłam.
- Ten jest mój, ale jako, że jesteś tu nowa i nawet cię lubię, mogę ci go odstąpić na tę noc - odparła Ivy, życzliwie się do mnie uśmiechając. Mruknęłam ciche podziękowanie, a gdy Ivy obwieściła, że musi iść do Wielkiego Domu, dodałam jeszcze życzenia szczęścia. Moje wspomnienia z tamtym miejscem nie były zbyt przyjemne.
Pierwsza noc w Obozie Herosów okazała się koszmarna. Na podłodze było mi strasznie nie wygodnie, twardo, śpiwór wałkował mi się pod plecami, raz było mi gorąco, raz zimno. Pół nocy przekręcałam się z boku na bok, usiłując znaleźć sobie dogodną pozycję.
- Ludzie, kto się tam tak wierci? - usłyszałam czyjś zaspany głos, gdy po raz setny testowałam pozycję na lewym boku. - Niektórzy chcą spać.
A więc starałam się leżeć nieruchomo i tym sposobem przespałam dwie, może trzy godziny. Rano Ivy rzuciła mi obozową koszulkę. Ciuch wyglądał nieco jak wyjątkowo idiotyczny worek na kartofle dla chorych na umyśle. Jaskrawopomarańczowy z czarnym napisem ''Obóz Herosów'' i czarnym pegazem na plecach. Wyciągnęłam przed siebie koszulkę na odległość ramienia, jakby była to śmierdząca, ociekająca błotnistym śluzem ryba.
- To wstrętne - skomentowałam. Koszulka absolutnie nie była w moim stylu.
- Musisz to założyć, wszyscy tu w tym chodzimy - stwierdziła Ivy. Ognisty kolor jej włosów oczojebnie gryzł się z niemal neonowym kolorem koszulki.
Założyłam więc ten nieszczęsny worek a moje czarne, długie włosy splotłam w luźny, nieco niedbały warkocz. W czarnych legginsach i mocno zasznurowanych trampkach stanęłam w pełnej gotowości przed Ivy.
- Idź na strzelnicę - powiedziała wychodząc. - Spytaj kogoś po drodze, jak dojść. Ja muszę lecieć.
Ja i pytanie o pomoc? Zabawne. Próbowałam sama znaleźć drogę, ale każda ścieżka, każde drzewo było mi obce. Podeszłam więc niechętnie do chłopaka siedzącego na sporym głazie. Polerował miecz i był tym tak zaabsorbowany, że nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności.
- Powiesz mi, jak dość do strzelnicy? - zapytałam a on uniósł głowę. Zeskoczył sprawnie z głazu a ja oniemiałam na moment. Był wyższy ode mnie o głowę, miał szaro-zielone oczy a twarz o wyraźnych kościach policzkowych obficie zsypaną piegami.
- Rick? - syknęłam z obrzydzeniem i gniewem w głosie. Chłopak nie poczuł się urażony, nawet się lekko uśmiechnął.
- Erick, brat Ricka - wyjaśnił.
- Jesteście bliźniakami? - zapytałam tępo, gapiąc się na niego z miną człowieka, który kompletnie nie wie, o co chodzi.
- Mhm... - mruknął cierpliwie. - Strzelnica jest za teatrem. Najpierw idź prosto, a potem w prawo.
- D-dzięki - wyjąkałam. - To do zobaczenia później.
I zmusiłam się by odejść, choć mój mózg nadal łączył wątki. Zaczerwieniłam się lekko, czego Erick na szczęście nie zauważył.
Gdy doszłam do strzelnicy powitała mnie dziewczyna o złotych lokach, niebieskich oczach i charakterystycznym pieprzyku nad lewą, górną wargą. Była dość niska, moim zdaniem wyglądała na jakieś trzynaście lat. Przedstawiła się jako Anabella. Wskazała mi grupkę osób siedzących po turecku na trawie a ja do nich dołączyłam. Ana, jak łuczniczka poleciła do siebie mówić, rozpoczęła zajęcia.
- Kto zna swoje oko dominujące? - zapytała. Kilka osób podniosło ręce a ja tylko zmarszczyłam czoło. Co takiego? Anabella pokiwała głową, widząc miny osób, do których należałam.
- Czym jest oko dominujące? Niczym więcej jak naszym ważniejszym okiem, które ma za zadanie uzyskiwać obraz wybranych przez nas obiektów. Oko drugie, które także skierujemy na wybrany cel dostarczy obrazów pod nieco innym kontem. Taki pakiet informacji, mózg połączy w jeden obraz przestrzenny umożliwiający nam ocenę głębi i odległości.
Wydawało mi się, że cytuje podręcznik, ale pewnie miała sporą wiedzę o łucznictwie. Kazała nam wystawić przed siebie obie dłonie i zakryć je tak, by wyszedł nam niewielki trójkąt. Wzięliśmy w ten trójkąt wybrany obiekt w oddali i zamknęliśmy lewe oko. Mój obiekt był dokładnie w trójkącie.
- Kto widział obiekt po zamknięciu lewego oka?
Uniosłam rękę.
- Dobrze. Macie prawe dominujące. Ci, którym obiekt się przesuwał, mają lewe.
Potem robiliśmy jeszcze kilka innych tego typu testów. Gdy już wszyscy dobrze znali swoje oczy, ręce i mieli jakieś pojęcie o swojej koordynacji oko-ręka Ana przybliżyła nam budowę łuku i teorię strzelania. Potem rozdała nam łuki i strzały.
Serce zabiło mi mocniej, gdy tuzin osób, w tym ja, stanęliśmy przed tarczami i naciągnęliśmy cięciwy. Łucznictwo wydało mi się bardzo ciekawe.
- Pamiętajcie, równowaga dynamiczna - upominała nas Ana. - Bezruch. Mięśnie klatki, pleców i obu rąk. Nogi twardo. Przygotujcie się... I trzy... Dwa... Jeden... Strzał!
Dwanaście strzał poszybowało w kierunku tarcz. No, z tym ''w kierunku tarcz'' to do ustalenia... Niektóre strzały, tak jak moja, wcale nawet nie trafiły w tarczę. Usłyszałam przekleństwo kogoś stojącego po mojej prawej stronie.
Była to dziewczyna o czarnych włosach do obojczyków i w czarnej koszulce, która ją wyróżniała pośród innych. Może właśnie dlatego, że była to koszulka obozowa, ale z kolorami jakby w negatywie - pomarańczowy pegaz i napis, zamiast czarnego. Włożyła ją niedbale w dżinsowe spodenki a moją uwagę przykuły buty dziewczyny - ciężkie, czarne, motocyklowe i odjazdowe. Byłam ciekawa, kim jest i skąd wytrzasnęła tę koszulkę, której kolory nieco odwracały uwagę od kroju worka.
- To Cassidy Blackwood - wyjaśniła mi Anabella na ucho. - Jest beznadziejna w łucznictwie.
Zauważyłam, że strzała brunetki wbiła się w drzewo nieopodal. Musiała mieć dobry słuch, bo spojrzała na Anę ze złowieszczym spokojem.
- Mówiłaś coś? - zapytała blondynkę, niby to od niechcenia przeciągając pieszczotliwie palcem po stalowej obręczy na swoim prawym udzie, do której przyczepione były trzy sztylety. Ana odeszła bez słowa.
Uniosłam brwi. Nasza grupa wystrzeliła kolejne strzały. Moja wbiła się w obręcz, strzała Cassidy omal nie wbiła się w ramię przechodzącemu chłopakowi.
- Hayden, patrz okiem dominującym i nie ściskaj łuku tak mocno, bo drży ci ręka - upomniała mnie Anabella, pokazując, jak właściwie mam celować grot. Jej strzała wbiła się idealnie w środek środka.
- Cassidy, to samo. - Zwróciła się do czarnowłosej. Tak jednak tylko prychnęła pogardliwie i nim zdążyłam mrugnąć tuż obok mnie przeleciała srebrna smuga. To coś wbiło się z brzdękiem w moją tarczę. Otworzyłam bezwiednie usta, widząc chyboczący się lekko nóż, który przepołowił strzałę Anabelli.
- Co, proszę? - zapytała ironicznie Cassidy z triumfalnym uśmiechem na ustach.
- Za kogo ty się uważasz? - warknęłam w gniewie.
- A ty?
Poraziła mnie pewność siebie, z jaką to mówiła. Inny człowiek słysząc moje pytanie spuściłby głowę i zaczerwienił się po uszy, ale nie ona. Zaimponowała mi. Miałam ochotę powiedzieć "za nikogo'', ale o to przecież jej chodziło.
- Źle zaczęłyśmy znajomość - powiedziałam, wyciągając do niej rękę. - Hayden, dla znajomych Hay.
Uścisnęłyśmy sobie ręce. Nie, wróć. Ona podała mi dłoń w taki sposób, jakby była średniowieczną księżniczką, którą wszyscy całują po rękach. Nie wiedziałam, co zrobić, więc tylko skinęłam sztywno głową a ona zrobiła to samo, tyle, że dołączając jeszcze powściągliwe dygnięcie.
- Cassidy, córka Zeusa. Mówią mi Cass.
I wszystko jasne. Córka Zeusa. Stąd ta jej duma i postawa wojowniczej księżniczki.
Wróciliśmy do strzelania. Kontem oka zauważyłam, jak jakiś chłopak o blond włosach podchodzi do Cass i kładzie jej jedną dłoń na talii a drugą delikatnie na szyi po czym uwodzicielsko zjeżdża na bark. Rick.
- Rozluźnij się, barki niżej, napięcie tutaj - mówił, a raczej mruczał jej do ucha. Oho, pomyślałam. Teraz to mu się oberwie. Cassidy jednak uśmiechnęła się lekko i puściła strzałę, która wbiła się w puszkę trzymanej przez kogoś coli dietetycznej.
Kolejna książka uderzył w przeciwległa ścianę domku numer trzy… Jak się zemścić?! ,,Oto jest pytanie’’, a ja nie znam niestety zadowalającej odpowiedzi. Robaki w śpiworze? Nie, na pewno się ich nie boi. Krew centaura? Przereklamowane. A jakbym tak napuściła na nią mantikorę? Nie… To nie wchodzi w rachubę. Uświadomiłam sobie, że wcale nie chcę zrobić jej krzywdy. Chcę ją jedynie upokorzyć ma oczach wszystkich. Całego Obozu. Chcę, aby czuła się jeszcze gorzej niż ja. Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Powiedziałam ,,Proszę.’’ I do środka weszła moja najlepsza przyjaciółka Cassidy Blackwood. Lubiłyśmy się, pomimo, że nasi ojcowie ciągle spierali się ze sobą. Zeus i Posejdon. Cass krzyknęła swoim zachrypniętym głosem:
- Byłam z Hay na łucznictwie!
- Od kiedy mówisz ,,Hay’’ na tę wredną zołzę? – nie wytrzymałam i warknęłam
- Od kiedy uświadomiłam sobie, że nie warto trudzić się z wymawianiem całego jej imienia.
Zaśmiałam się.
- Jeśli chodzi o tę zemstę, którą od tylu godzin planujesz to nie martw się. – powiedziała jakby znała moje myśli – Jeszcze coś wymyślisz. Cass puściła do mnie perskie oko. A tymczasem? Pomóż mi napisać kolejny artykuł go Gazetki Obozowej.
Moja przyjaciółka taka już była… Nigdy o nic nikogo nie prosiła, a jednak zawsze dostawała to, czego chciała. Ponadto miała ogromny talent do pisania, więc od pewnego czasu zajęła się prowadzeniem gazetki, której nadała nazwę ,, Półboski Tygodnik’’.
- Jasne – odpowiedziałam z nadzieją, że choć na chwilę uda mi się oderwać od nieprzyjemnych myśli i codziennych problemów zwykłej 14- latki. – A o czym chciałabyś napisać?
- O zbliżającej się Bitwie o Sztandar.- oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu głosem – Hmm?- zastanowiła się chwilę.- Może coś takiego:
,, Kevin Johnson- grupowy domku Hermesa niestety nie chce wyjawić nam informacji dotyczącej składu drużyn, ale spokojnie. Mamy dla was inne, ciekawe newsy:
Od Gabriell Miller- córki Afrodyty dowiedzieliśmy się, że tym razem ich domek nie weźmie udziału w zabawie. Zapewne niektórzy z was zapytaliby: ,,dlaczego?’’. Śpieszę, więc z odpowiedzią. Dziewczęta oczywiście pojawią się na miejscu, ale jako…. Cheerlederki!
Uśmiechnęłam się i wyobraziłam sobie dwa rzędy tak samo wyglądających wytapetowanych lalek Barbie. Cassidy przemówiła dalej płynnym radiowym głosem:
Uwaga, uwaga!
Ogłoszenie:
Drodzy chłopcy! Ostrzegam!
Przygotujcie się na wyeksponowane nogi, krótkie bluzeczki odsłaniające brzuch i
biust, który z pewnością będzie się bardzo rzucał w oczy. Kochani! Jak na jeden
dzień może być to dla was zbyt duży szok, więc radzę patrzeć w innym kierunku i
zająć się grą. Dziękuję! - Cassie, jesteś po prostu genialna! – krzyknęłam i złapałam się za brzuch, skręcając się ze śmiechu.
Moja kumpela skrzywiła się tylko. Nie przez komplement, lecz przez ksywkę, którą jej nadałam. ,,Cassie kojarzyło jej się z ,,Nassie’’, a ,,Nassie’’ z kolei z potworem z Loch Ness. Nikt pewnie nie chciałby, żeby porównywano go z potworem. Nie lubiła, kiedy tak do niej mówiłam, a gdyby ktoś inny powiedział do niej w ten sposób zapewne leżałby martwy, przebity nożem.
- Najlepsze jest to - ciągnęła dalej
,,Gdy pytamy o powód tej zmiany odpowiada: ,,Jak to po co? By zwrócić na siebie uwagę najatrakcyjniejszych chłopców w Obozie’’
Śmiałam się jak wariatka, ale zapytałam tylko :
- Cassidy jak myślisz? Po co one to robią? Przecież jakby chciały wszyscy chłopcy i tak przylecieliby do nich gotowi spełnić każdą zachciankę…
- Myślę, że wiedzą, iż tylko w takiej sytuacji w Chejron nie ochrzani ich na cycki na wierzchu- zatrzęsła biustem niczym Panie na teledyskach disco- polo
Dzięki poczuciu humoru mojej cudownej przyjaciółki poczułam się o wiele, wiele lepiej, bo przez resztę popołudnia śmiałyśmy się naśladując płytkie laleczki od Afrodyty.
A wracając do zemsty… - powiedziała, a ja skrzywiłam się – Masz coś przygotowane?
- Nie, jeszcze nie.
- Krew centaura, robaki, błoto w śpiworze, kompromitujące zdjęcia?
Nie. Przereklamowane. – stwierdziłam
- A może Laura ma jakieś kąsające kwiatki?
Uśmiechnęłam się.
- Już to widzę… Potwór z chwastów atakuje Hayden.- Zemsta, zemstą- coś wymyślę. Mów lepiej, co u ciebie?
- Rick to totalny idiota! Dziś się w tym utwierdziłam. Próbował mnie obściskiwać!
- Gadasz? Naprawdę? Co mu do głowy strzeliło? Narazić się na takie niebezpieczeństwo – udałam troskę, ale od zawsze wiedziałam, że Rick był idiotą i największym podrywaczem, jakiego widział świat.
Po chwili obie tarzałyśmy się po podłodze ze śmiechu i nie zwracałyśmy uwagi na to, że właśnie ktoś mógł nas podsłuchiwać, podczas gdy mu obgadywałyśmy ludzi ot tak, bo nam się nudzi.
- Dziewczyny są strasznie mściwe, nie uważasz Kevin? A może raczej… głupie?
Odwróciłyśmy się jak na żądanie.
Charlie.
Wysoki, ciemnowłosy, nieziemsko przystojny chłopak, który bardzo działał mi na nerwy.
Zza jego ramienia Kevin uśmiechał się do mnie nieśmiało.
Mimowolnie przygryzłam dolną wargę. Przypomniałam sobie, kiedy pierwszy raz go poznałam. Nie było to przyjemne spotkanie. Nie dość, że powiedział, o jego zdaniem moim niewielkim biuście i nabijał się ze mnie to jeszcze teraz miał czelność wchodzić do MOJEGO domku! Czułam jak wzbiera się we mnie gniew.
- Czy ktoś pozwolił Ci na nas patrzeć, Pomyleńcu?! – Cassidy warknęła z takim jadem w głosie, że aż przeszedł mnie dreszcz i wzdrygnęłam się.
- Jeśli już chcesz wiedzieć Blackwood to patrzenie na was nie jest dla mnie żadną przyjemnością.
- To może przyjemność sprawi Ci zabranie stąd swojej zacnej osoby, co? – syknęłam kładąc nacisk na słowo ,,zacnej osoby’’
-Bardzo chętnie. Jestem tu tylko, dlatego, że Chejron kazał Wam powiedzieć, że dziś wieczorem jest ognisko. Obecność obowiązkowa. – powiedział i wyszedł ocierając się o mnie barkiem.
- Victorie! Vic! – Krzyczała Cassidy potrząsając mną lekko
- Cccooo? Co? Co się stało? – zapytałam
- Ufff! Kamień z Serca! Myślałam, że coś Ci jest. Pomyleniec poszedł sobie minutę temu, a ty stoisz od tego czasu z zamkniętymi oczami i…
- Stałam przez minutę z zamkniętymi oczami? – zdziwiłam się
- Tak! I uśmiechałaś się jak…jak…zakochana.
Nie odezwałam się.
- Coś ty? Zwariowałaś! W Pomyleńcu?!
- Nie… Skłamałam szybko – Chyba mam nowy pomysł na zemstę
Cassidy przez jakiś czas patrzyła na mnie podejrzliwie, ale w końcu musiałyśmy iść na to przeklęte ognisko. Gabrielle zaczęła śpiewy, więc niechętnie przyłączyłyśmy się do niej. Starałam się unikać czujnego wzroku przyjaciółki. Skupiłam się na odnalezieniu wzrokiem Charliego.
Znalazłam.
Uśmiechał się do mnie złośliwie obejmując w tali jakąś brązowowłosą dziewczynę.
Świetny rozdział 😊 Bardzo, bardzo mi się podoba 😊 Życzę weny 😊
OdpowiedzUsuńNie będzie o rozdziale, bo jeszcze nie zaczęłam czytać, ale jako że mi się nudzi, to nieśmiało zapytam czy nie chciałybyście szablonu na bloga? :3
OdpowiedzUsuńDroga Nyksiątko!
OdpowiedzUsuńUprzejmie dziękujemy za twoją propozycję, aczkolwiek tymczasowo nie skorzystamy z niej. Obecny szablon w pełni nas zadowala :) Zachęcamy do przeczytania rozdziału i komentowania :)
Pozdrawiamy :*
~Autorki~
Otóż zechciałabym (jeśli mogłabym) najpierw zwrócić uwagę na błędy, które rzuciły mi się w oczy.
OdpowiedzUsuń1) "Kolejna książka uderzył w przeciwległa ścianę domku numer trzy " / i chyba chodziło o " Kolejna książka uderzyła w przeciwległą ścianę domku numer trzy"
2)"- Myślę, że wiedzą, iż tylko w takiej sytuacji w Chejron nie ochrzani ich na cycki na wierzch" / "Myślę, że wiedzą, iż tylko w takiej sytuacji Chejron nie ochrzani je za cycki na wierch" Lub coś w tym stylu ;)
3) I ostatnie przy każdej wypowiedzi daję się -, ale tego akurat było bardzo mało. Więcej nie zauważyłam.
Jeśli coś źle zaznaczyłam to przepraszam!
No a teraz zalety.
Ludzie! Świetny rozdział! Uwielbiam Victorie i Cassidy! Są genialne. Co do Charliego to może jakiś potwór by go rozszarpał? Co wy na to? Nienawidzę go. Jednak czekam na dalszy rozwój zdarzeń ;)
Życzę jak najszybszej weny!
Do zobaczenia.
xxx Melete
Literówki i szczwane, zgubione znaki na końcu wyrazów. Aczkolwiek dziękuję za wytknięcie błędów. Przyznaję się tylko do tych w perspektywie Hayden (napadł mnie leń i Victorie już nie poprawiłam). .-.
UsuńVictorie miała być lubiana. Cassidy w dużej mierze opisywałam ja i miała wyjść na wredną, zimną zołzę. Ale cóż... Może i ona da się lubić. ^^
Taak, Charlie. Charliego nie rozszarpie potwór, ale stanie się coś o wiele, wiele gorszego. Przynajmniej według Cassidy. C:
Dziękuję w imieniu swoim i obu Autorek.
Pozdrowienia
- Hoho
Więc jeśli chodzi o Charliego to nie mogę się już wprost doczekać :3 I życzę dobrej i szybkiej weny ( chociaż przeważnie te dwie cechy nie występują razem ;) )
UsuńDo następnego rozdziału!
xxx Melete